sobota, 20 lipca 2013

Niesamowita Camiguin Island (Mindanao Płn)!

Niesamowita Camiguin Island (Mindanao Płn)!
Camiguin jest wyspą wulkaniczną składającą się z 7 częściowo czynnych wulkanów. Jest jedyną na świecie wyspą posiadającą najwięcej wulkanów przypadających na km².
Podczas spędzonych tam pięciu dni, nie nudziłam się ani chwili. W szczególności, iż był to czas spędzony w gronie naszej całej grupy polsko – hiszpańsko – włosko – filipińskiej. Krajobrazy tej małej, ale zdumiewającej wyspy zapierają dech.
Atrakcji jest mnóstwo, począwszy od:
- nurkowania w sanktuarium przydaczni olbrzymiej - największy małż świata (Giant Clam Sanctuary), 
-po wspinaczkę na szczyt wulkanu Hibok – Hibok, kąpiel w jego kraterze,
-podejście do połowy wysokości Old Volcano,
 -nocne kąpiele w gorących źródłach ogrzewanych od spodu przez lawę (Arden Hot Springs),
-kąpiele pod zimnym 76 metrowym wodospadem Katibawasan,
-pływanie nad cmentarzem zatopionym po trzęsieniu ziemi w 1871r (Sunken Cementery),
-spacery po czarnej plaży obfitującej w ciemny piasek oraz skały wulkaniczne,
-nurkowanie i zachód słońca na maleńkiej piaszczystej wysepce sąsiadującej z Camiguin - jaką jest White Islet.
Najlepszą okazją do zwiedzenia całej wyspy jest objechanie jej na wynajętym motorze (cena za cały dzień 320 peso = 24 zł plus paliwo).
Ponad 3tys zrobionych fot i filmików..i jak tu wybrać najlepsze?!?;p

Kamila












































Bilans

Bilans
Po 2,5 miesiącach na Filipinach naszła mi ochota na mały bilans (całkowite podsumowanie będzie za kolejnych kilka mcy):
->utrata 7 kg (dzień przed wyjazdem 65kg, aktualnie 58kg),
->skóra przyzwyczajona do mocnego słońca na tyle, iż już nie ma potrzeby przed każdorazowym wyjściem z domu nakładania filtru 50,
->przyzwyczajenie do warunków sanitarnych do tego stopnia, że już mnie nic nie szokuje w tym aspekcie,
->obycie się i oswojenie z sąsiedztwem dżungli i co najważniejsze do odgłosów dochodzących w szczególności nocą do mojej sypialni,
->możliwość rozpoznawania odgłosów z dżungli pod względem gatunków zwierząt,
->brak lub znikomy strach przed wężami, pająkami i innymi stworzeniami wędrującymi wokół domu i w samym jego wnętrzu,
->częściowe przyzwyczajenie do klimatu i warunków tropikalnych,
->nauka języka Bisaya (odmiana Filipino, którą mieszkańcy posługują się na wyspie Bohol) sprawia przyjemność, a w szczególności gdy zdziwienie lokalnych przybiera duże oczy;p
->sympatia do otaczającej przyrody i fundacji, w której mieszkam i pracuję (Philippine Tarsier Foundation in Corella, Bohol),
->niemożność wytrzymania w dużym mieście ze względu na hałas, smog, zagęszczenie ludzi na ulicach oraz wieczne korki; z przyjemnością wracam do domu w dżungli,
->coraz większa tęsknota za polskimi kulinariami!!!! Marzenia o prawdziwym polskim obiedzie towarzyszą mi coraz częściej!

P.S. A poza tym, z przyjemnością informuję, że mam się wyśmienicie!! :D


Kamila






Filipińskie przypadłości małe i duże!

Filipińskie przypadłości małe i duże!
Przewodnie hasło Filipin – There is more fun in the Philippines, niestety nie zawsze jest  zgodne z rzeczywistością. Życie i czas spędzony w tym pięknym kraju weryfikuje. Po dwóch i pół miesiącach pobytu wśród grupy moich europejskich znajomych pojawiły się: poparzenia słoneczne, problemy jelitowo-żołądkowe, gorączki, poważne oparzenia od rury wydechowej motoru, infekcje skórne, zapalenie ucha środkowego (przez intensywne nurkowanie zakończone z kawałkiem koralowca w uchu)… Po ostatnich dniach do listy filipińskich przypadłości można również dopisać amebę!
Koleżankę z gorączką 41* transportowaliśmy w trybie natychmiastowym do szpitala. Na początku lekarze podejrzewali denge (rodzaj „łagodnej” malarii, popularny w regionie, który zamieszkujemy). Mniej więcej po czterogodzinnych oględzinach i badaniach diagnoza padła na amebę. Można się nią zarazić bardzo łatwo, poprzez brudne ręce, jedzenie lub wodę. Pomimo, codziennego używania antybakteryjnego żelu do rąk, ameba była sprytniejsza;p

Na szczęście skończyło się na kilkudniowym pobycie w szpitalu pod okiem dobrego lekarza, pod kroplówką i na antybiotykach… 



sobota, 6 lipca 2013

Fiesta time!

Fiesta time!
Czas dwu dniowej fiesty obchodzony jest na Filipinach bardzo hucznie! Rozpoczynając od parady wzdłuż głównej ulicy miasta, a kończąc przy suto zastawionym stole w rodzinnym gronie. Okazja do świętowania w imieniu patrona miasta/regionu pojawia się tylko raz w roku, dlatego obowiązuje zasada – zastaw się, a postaw się! Ma być suto, bogato, drogo i przede wszystkim wesoło przy stole..
Filipińska gościnność przebiła moje najśmielsze oczekiwania! Podczas łapania stopa zostałyśmy zaproszone na fiestę przez zupełnie nieznanych nam ludzi. Nie będąc do końca przekonanym czy wypada wpadać obcym do domu, z czystej ciekawości postanowiłyśmy wejść  na przysłowiowe ‘pół godzinki’! U progu przywitały nas hordy roześmianych dzieci w różnym wieku, w korytarzu i pokoju głównym zasiadała starszyzna. Wszyscy witali nas z niesamowitą radością, otwarci na białych gości zapraszali do bogato zastawionego stołu ;) Takie ilości jedzenia widuje się raczej na typowych polskich weselach… Żony, matki i ciotki dokładały kolejne porcje smażonych potraw i oczywiście ryżu, którego nigdy nie może zabraknąć na filipińskim stole. Mężczyźni w tym czasie nad ogniskiem opiekali prosiaka - lechon baboy, znamienity przysmak Filipińczyków przeznaczony był jako główny punkt wieczoru. Podczas całej fiesty przez dom przewijała się niezliczona liczba gości: dalsza, bliższa rodzina, sąsiedzi, kuzyni, ciotki poklotki, trudno byłoby się doliczyć .. samych dzieci było całe przedszkole!
Ku naszemu zdziwieniu potrawy, które wychodziły z kuchni szykowane były już na następny dzień! Ile jest w stanie przejeść duża rodzina z gośćmi? Całego carabao, dużego świniaka, kilka, jak nie kilkanaście kurczaków, no i oczywiście góry ryżu! Jak się później dowiedziałyśmy pieniądze na wyprawienie tak hucznej fiesty zbierane są przez rodzinę przez cały rok, inne święta nie są obchodzone z taką pompą!
Obżarstwo to nie wszystko! Wieczór zakończony przy mikrofonie to najlepsza filipińska rozrywka! Tutaj do karaoke rwie się dosłownie każdy (oprócz nas!). Moja złota zasada –„ jak nie umiesz to nie śpiewaj”, została złamana po długich namowach i kilku piwach…;p A przysłowiowe ‘pół godzinki’ przerodziło się w 7 godzinną posiadówkę! To się nazywa fiesta!

Kamila





W poszukiwaniu wyciszenia

W poszukiwaniu wyciszenia
Filipińskie wybrzeża obfitują w plaże z palmami, białym piaskiem i lazurową wodą. Te najchętniej polecane przez lokalnych są najbardziej oblegane przez białych turystów i tym samym obfitują w sprzedawców naszyjników, handlarzy bananów, naciągaczy wycieczek oraz masażystów oferujących swe usługi. I jak tu się zrelaksować gdy nad głową pan wymachuje ci chustami pareo oferując najniższą cenę specjalnie dla ciebie?!

Należy udać się w rejony mniej znane, rzadko polecane, niejednokrotnie nieoznaczone na mapie. I tam na pełnym relaxie rozkoszować się ciszą i cieniem pod palmą. Czasem w oddali spotkany Filipińczyk kąpie swego cielaka lub wybiera się na połów, jest skupiony na swej pracy, a nie na tym jak sprzedać ci naszyjnik z perłami;p
Zdj z: Bikini Beach, Amarela Beach, Valencia (Bohol)